
Pobrudzone miejskim kurzem, przyklejone do słupów ogłoszeniowych - wśród natłoku jaskrawych reklam wyraźnie wyróżniają się obrazy malowanie na szarym, „nieszlachetnym” papierze. Choć z założenia miały zostać przykryte nowymi plakatami już po dwóch tygodniach, do tej pory nie ośmielono się przysłonić niektórych z nich. „Obrazy uliczne” Piotra Jargusza szybko wpisały się w krajobraz Krakowa. A liczbę ich odbiorców należałoby porównać do liczby mieszkańców.
To już drugi cykl poświęcony tematyce świąt chrześcijańskich. W okresie Wielkanocy krakowianie mogli podziwiać 44 obrazy rozklejone na słupach w różnych punktach miasta. Tym razem spośród 200 malowanych przez cały rok dzieł artysta wybrał 43, które opatrzył wspólnym tytułem: „Bóg się rodzi”. Podobnie jak za pierwszym razem, prace zostały namalowane farbą drukarką na papierze. Przy użyciu jedynie dwóch lub trzech kolorów, stosując minimalny zabieg malarski, Piotr Jargusz przedstawił niezwykły, subiektywny obraz świętości, wiary oraz cudu narodzin, życia i zmartwychwstania.
Skąd pomysł i odwaga na umieszczenie oryginalnych obrazów w przestrzeni publicznej? Zdaniem artysty, ryzykując zachlapanie, zaklejenie, a nawet (co miało miejsce w przypadku kilkunastu obrazów) kradzież, pozwala swoim pracom na prawdziwe zaistnienie w świadomości odbiorcy. Uwalniając je z galeryjnych ram, nadaje im głębokie znaczenie dialogu, a często i wyzwania wobec rządzącego się własnymi prawami miasta.
Wyjście na ulicę
„Obrazy uliczne” to opowieść poznawana z różnych punktów widzenia. Zależy od momentu, w jakim znajduje się odbiorca. Może zamyślony rzuci przelotne spojrzenie lub przystanie na chwilę, aby zgłębić rozgrywającą się przed nim scenę... Artysta wskazuje na przechodnia podkreślając jego nieodzowny wkład w nasze doświadczenia: „Większość ludzi tak naprawdę spotykamy tylko na ułamki minut. Ale te spotkania też na nas wpływają”. Tak samo jest z obrazem – nie liczy się czas jego powstawania, a tym bardziej eksponowania, lecz moment jego zaistnienia w świadomości odbiorcy.
To, dlaczego w danym miejscu znalazła się konkretna scena, nie jest kwestią przypadku. Twórca intuicyjnie, bez zbędnych rozmyślań, zdecydował o ich lokalizacji: „Istotne decyzje człowiek podejmuje w pół sekundy” – komentuje Piotr Jargusz. Okoliczności narzucają tempo pracy i zmuszają do szybkich decyzji. Ich konsekwencją będzie to, jak obraz wpłynie na jego kontekst. Zaskoczony sytuacją przechodzień zapewne zakoduje w pamięci ten nowy widok, jak i towarzyszące mu emocje.
Na pytanie, kto jest odbiorcą, artysta odpowiada: „pierwszy – ja, drugi ja nieświadomy”. Tworząc obraz, malarz stawia sam siebie wobec przedstawionej sytuacji, jak gdyby nie on sam był jego autorem. Umyślnie zajmuje miejsce w gronie obiektywnej publiczności.
Artysta podejmuje problem dzisiejszego odbiorcy. Jak sam wskazuje, wiele osób krytykowało jego „staroświeckie” podejście do sztuki. Temat Bożego Narodzenia nie jest przecież wystarczająco atrakcyjny dla współczesnego człowieka. Piotr Jargusz przeczy temu założeniu nie tylko swoimi obrazami, ale i postawą. Jest szczery i bezpośredni w przekazywaniu - a raczej dzieleniu się - swoimi intencjami. W dobie medialnego słowotoku, pełnego pozorów i przejaskrawionych wartości, artysta przypomina o źródłach tego, co dziś niestety stało się komercyjną papką: „Boże Narodzenie postrzegamy jako radosne, cukierkowe. A przecież scena ta zapowiada ludzki dramat” – komentuje malarz.
Świętość na własność
Jargusz przypomina historie biblijną, którą, jak mówi, stara się „sprywatyzować”. Jej pokazanie jest już tylko naturalną konsekwencją. Twórca nie boi się trudnego tematu, który mimo społecznie manifestowanej wolności słowa nadal jest tematem tabu. Nikt głośno nie mówi o bólach kobiety rodzącej, o rozgoryczonym Józefie, o płaczącym, zakrwawionym noworodku. Artysta pokazuje swój punkt widzenia tej historycznej sceny, mówiąc o prawdziwym ludzkim dramacie, wskazuje jednocześnie na świętość tej chwili. Nie narzuca swojego sposobu patrzenia, mówiąc o ograniczonej odpowiedzialności: „Prawdę wziąłem w nawias, pokazując to, co myślę”.
Celowy brak tytułów pozwala odbiorcy na swobodną interpretację dzieł. Na każdym obrazie dominuje przynajmniej jedna postać – enigmatyczna, ekspresyjna, malowana dynamicznymi pociągnięciami pędzla. Każdy może dostrzec w niej coś innego – anioła, demona, zjawę lub żywą namacalną istotę. Dominująca wszędzie intensywna czerwień bynajmniej nie sprawia wrażenia agresywnej. Sam autor mówi o niej jako o kolorze krwi – symbolu bólu, ale także i życia.
W przypadku prac Piotra Jargusza kolor ma niezwykle duże znaczenie. Choć stworzone obrazy oscylują na pograniczu grafiki i malarstwa, nie dałoby się wykluczyć z nich barwy. Jak średniowieczny mistrz, artysta nadaje detalom ich drugie, pozaobrazowe znaczenie. W wielkanocnym cyklu „Obrazów ulicznych” przewodnim kolorem była czerń – symbol żałoby, śmierci, ciemności, ale i niepoznawalnej tajemnicy. Artysta zaplanował jeszcze ekspozycję prac z okazji święta Wszystkich Świętych. Nie bez znaczenia jest fakt użycia w nich koloru niebieskiego.
W drodze do wolności
W malarstwie Piotra Jargusza wyraźnie zaznacza się filozofia drogi. W swych niezliczonych podróżach po wschodniej Europie doświadczał artysta duchowości Wschodu, którą na co dzień zderza z zachodnim materializmem. Wyprawy w kierunku Ukrainy, Rumunii czy Bułgarii to dla niego ucieczka od świata nadmiernie policzalnego do świata szczególnej wrażliwości – zarówno pod względem duchowym, jak i emocjonalnym. To poczucie poznawania innego artysta, a zarazem pedagog, przekazuje swoim studentom. Podczas wspólnych podróży przypomina im o pierwotnych wartościach i wskazuje na ważną tradycję. O relacjach z uczniami mówi w ten sposób: „Staram się im dawać cząstkę uczciwości, poczucie poważnego traktowania”. Jak w swojej sztuce, tak i w nauczaniu hojnie dzieli się swoimi przemyśleniami, pytaniami o wolność, o poznanie. Uczy, że twórczość nie jest obowiązkiem, lecz spełnieniem: „Potrzeba obrazu jest, owszem, wielką tradycją we współprzeżywaniu świata, ale jest też przede wszystkim szukaniem miejsca dla siebie samego w tym świecie”.
Co urzeka w malarstwie Piotra Jargusza, to jego szczerość wobec odbiorcy. Nie stara się nikomu przypodobać, nie podąża za trendami, nie jest też przekornie kontrowersyjny. Wbrew panującej modzie na kolorowe, retuszowane podróbki rzeczywistości, artysta pokazuje światu prawdziwe, żywe obrazy – pełne swobody czynu, ale i skruchy wobec świętości. Twórczość Jargusza można by śmiało skomentować jego własnymi słowami: „Są obrazy, które mają sprawczą moc”.
Beata Pałach