|
Warto odwiedzić: Ludzie
A
A
A
A na obiad… obraz
Przejdź do:
tagów i powiązań
Przy okazji trwającej w Galerii Zderzak wystawy pt. „Mambo Spinoza”, prezentujemy sylwetkę krakowskiego artysty malarza – Ziemowita Kmiecia. Opowie on o swojej przygodzie z Krakowem, zdradzi twórcze plany na przyszłość, a także zarazi szczerą miłością do sztuki.
Fot. Dzięki uprzejmości artysty
Beata Pałach: Urodziłeś się w Nałęczowie, ale mieszkasz i pracujesz w Krakowie. Co przyciągnęło cię do tego miasta? Ziemowit Kmieć: Przyjechałem na studia do Krakowa i już się tu zadomowiłem. Spodobało mi się to miasto. Przyciągnęła mnie architektura, piękna przestrzeń i dobry klimat dla sztuki. Czy Kraków inspiruję cię w twojej twórczości? I tak, i nie. Kraków jest piękny, ale bywa też bardzo nużący i monotonny. Czasami potrzeba odskoczni. A jak wygląda twoja codzienność w Krakowie? Traktuje rysunek i malarstwo jako codzienność. Wstaje rano i na śniadanie robię szkic, w trakcie obiadu – maluję obraz, a na kolację – kończę go. [uśmiech] Mimo że jesteś młodym artystą, twoja twórczość przechodziła przez różne etapy, ewoluowała. Opowiedz o tych okresach. Ogólnie mówiąc, na początku uprawiałem malarstwo ekspresyjne, gdzie na obrazach przeważały głównie zdeformowane postacie. I to właściwie stało się podwaliną tego, co robię teraz. Przeszedłem etap od drapieżności, agresywności po delikatność. Spokorniałem... Właśnie te ostatnie prace z cyklu „Obiekty” wydają się być bardziej syntetyczne, bliższe grafice niż malarstwu. Do jakiej kategorii byś je zaliczył? Można powiedzieć, że w moich obrazach przenikają się elementy rysunku i malarstwa i jestem daleki od szufladkowania. Intuicja mi podpowiada takie, a nie inne użycie środków wyrazu. Cykl „Traveling by night” również dotyczy przedmiotu. Jest to już jednak fotografia. Czy zajmujesz się także tą dziedziną sztuki? „Traveling by night” są to głównie stare przerobione slajdy, na których pojawiają się maszyny, przyrządy fizyczne i optyczne. Fotografie te stanowią dla mnie pewien zapis, wejście w głąb jakiegoś obiektu, zobaczenie go w nocnej aurze. Traktuję to bardziej jako zabawę czy grę. Jest to taki podkład do twórczości, zalążek do pójścia dalej… Czyli to jeszcze nie jest koniec twoich twórczych poszukiwań? Absolutnie nie. Ciągle wracam do obrazów, zmieniam je, transponuję, przekształcam. Rzadko się zdarza, żeby obraz był w pełni skończony. Ten, który teraz maluję, może się całkowicie zmienić po jakimś czasie do tego stopnia, że czasem zupełnie niszczę to co namalowałem. Samokrytyka sprawia, że dużo moich rzeczy mi się nie podoba. Na początku przyjmuję je entuzjastycznie, ale potem okazuje się, że to nie jest to… Dzięki temu jednak się nie nużę. Przyjmuję postawę wojowniczą i zmagam się z obrazem cały czas. Staram się nie ulegać impulsywnemu zachwytowi, ale wymagać i drążyć jak najwięcej. Czy możesz zdradzić, jaki kierunek obrałeś teraz? Czy może w swojej pracowni masz już rozpoczęte obrazy z nowego cyklu? W tym momencie skupiam się nad pięknem ciała kobiety. Ciało kobiety jest czymś sensorycznym, zmysłowym i metafizycznym… Interesuje mnie bardzo geometria, szczególnie geometria koła – jako symbol doskonałości i uosobienie właśnie kobiecości. Na pewno będę się poruszał wokół tego tematu. Temat kobiety od razu nasuwa mi pewne skojarzenia z pracownią, w której pozuje modelka. Czy na obrazach pojawia się konkretna osoba? Nie pozują mi modelki, czasami tylko moja dziewczyna. Korzystam z różnych zdjęć - własnych lub zapożyczonych. Ciało kobiety na moich obrazach jest po prostu uniwersalne. Oczywiście jest to wybrane ciało kobiety, które mi się akurat podoba. Przejdźmy do twojej współpracy z Galerią Zderzak. Jakie były jej początki? Po prostu zaniosłem portfolio do Pani Marty Tarabuły [właścicielki Galerii Zderzak - przyp. red.], która powiedziała żebym malował i za jakiś czas zadzwonił. Po pewnym czasie się przypomniałem, mówiąc, że mam nowe obrazy. Pani Marta zgodziła się przyjść je obejrzeć. Spodobało jej się kilka z nich. Akurat spotkało się to z planowaną w Zderzaku wystawą zbiorową, do której zostałem zaproszony. W planach jest moja wystawa indywidualna. W jaki sposób twoje obrazy wpisują się w tematykę obecnej wystawy „Mambo Spinoza”, której charakter jest dość zabawowy? Pani Marta odkryła element dowcipny w tych pracach. Zaakceptowałem to, choć moje malarstwo bliższe jest sferze metafizycznej. Ja traktuję tą wystawę jako ciąg luźnych powiązań. Należysz do jakiejś grupy artystycznej? Nie należę do żadnej grupy artystycznej. Na razie działam indywidualnie. Jesteś założycielem Galerii Cellar. Opowiedz proszę o jej działalności. Zaczęło się od tego, że pewnego razu mój dobry kolega Szymon Miłosz zaprowadził mnie do swojej piwnicy... Zobaczyłem fantastyczną przestrzeń galeryjną. Razem z moim bratem przekonaliśmy Szymona do tego, aby otworzyć w tym miejscu partyzancką galerię. Nie ma tam nawet podłogi, ściany są surowe, ale taka właśnie przestrzeń stanowi dobry kontrapunkt dla prezentowanej tam sztuki. Odbyło się tam już wiele wystaw, projekcji, performanców. Od 2006 roku zaprezentowało się ok. 70 artystów. Jak to napisał Łukasz Gazur [dziennikarz - przyp. red.], Galeria Cellar jest „kwiatem jednej nocy”. Wystawa jest efemeryczna, trwa tylko jeden długi wieczór, potem prace są zabierane. Wilgoć nie pozwala na dłuższe przetrzymywanie obrazów. Na koniec zdradź proszę, czym dla ciebie jest sztuka? Sposobem na życie. A z punktu widzenia widza? Obraz musi w jakimś sensie poruszyć widza i nie pozostawić go obojętnym. Gdybyś miał przekazać „złotą myśl” naszym Czytelnikom, co byś powiedział Żeby nie zatracali swoich pasji i zawsze robili to, co jest im bliskie. Dziękuję za rozmowę. Ziemowit Kmieć mieszka i pracuje w Krakowie. Artysta ma na swoim koncie wiele wystaw w kraju i za granicą. Jest laureatem kilku nagród i wyróżnień, w tym stypendium artystycznego Ministra Kultury i Sztuki. Do końca sierpnia jego prace można oglądać w Galerii Zderzak. Więcej o twórczości Ziemowita Kmiecia można znaleźć na autorskiej stronie internetowej www.ziemowitkmiec.art.pl oraz na www.reartgallery.com Zobacz też artykuł: Puszczanie oka do Spinozy
artykuł z dn. 2010-08-25
|
Reklamy i ogłoszenia publikowane na stronie wkrakowie.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. FRISCOM s.c. nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń publikowanych na stronie.