Rzeźba ludzka w przestrzeni publicznej

Anna Okrasko to stypendystka szwajcarskiej Fundacji Vordemberge-Gildewart. Studiowała w Rotterdamie, gdzie mieszka do tej pory. Jej prace stawiają pytania dotyczące kształtowania przestrzeni publicznej, a także poruszają problem statusu imigranta w Holandii. Do końca października trwa wystawa prac artystki w MOCAK-u.

Jakie są główne inspiracje i tematy Pani prac prezentowanych na wystawie w MOCAK-u?

Kiedy przeprowadziłam się do Rotterdamu, zaczęłam robić prace na temat przestrzeni publicznej, bo jest to temat, który mnie interesuje. Interesuje mnie to, w jaki sposób przestrzeń publiczna może być kształtowana przez jej mieszkańców. Ponieważ jestem w Holandii cudzoziemką, zaczęłam się zastanawiać nad statutem imigranta. Równocześnie w Rotterdamie 50% mieszkańców ma korzenie poza Holandią, także jest to miasto, w którym temat imigracji ma bardzo duże znaczenie.


W tym roku postanowiłam zrobić film, zapraszając do udziału grupę polskich imigrantów w Holandii. Efektem tej współpracy jest wideo, które nazywa się „Sobota”. Źródłem inspiracji do zrobienia tego wideo była analiza polskich filmów dokumentalnych, pochodzących z polskiej szkoły dokumentu. Zaczęłam od oglądania filmów z tzw. „Czarnej serii”, powstałej w latach 50. Tę serię zapoczątkował film Skórzewskiego i Hoffmana „Uwaga chuligani!”. Figura chuligana zaczęła mnie interesować w kontekście myślenia o naruszaniu neutralności przestrzeni publicznej. Powiązałam to właśnie z polskimi imigrantami, dlatego, że w mediach polscy pracownicy pojawiają się jako problem społeczny i jako chuligani. To był punkt wyjścia do tego, żeby zacząć projekt. Jak się później okazało ludzie, których poznałam i zaprosiłam do udziału w filmie, wcale chuliganami nie są. Powstał zupełnie inny film: melancholijna historia o grupie ludzi, którzy wspólne spędzają dzień wolny od pracy. Drugie wideo, które pojawia się na tej wystawie pt. „Ankieta” jest wynikiem mojej fascynacji twórczością Kazimierza Karabasza i zmontowane jest właśnie z dwóch jego filmów: „Próba materii” oraz „Na progu”.

Film „Sobota” ukazuje grupę Polaków, spędzających czas w swojej małej grupie. Na ile imigranci w Rotterdamie stanowią odrębną grupę, niezasymilowaną z resztą społeczeństwa?

To jest temat, który często pojawia się w tej chwili w debacie publicznej w Holandii: w jaki sposób integrować imigrantów. Polacy również się w tej debacie pojawiają. Są nawet takie pomysły, aby wprowadzić przymusowe kursy języka niderlandzkiego dla Polaków. Jest to złożony problem. W moim filmie widać tylko, że ta grupa nie jest do końca zintegrowana z miastem, nie ma na przykład w moim filmie scen, w których moi bohaterowie rozmawialiby z innymi ludźmi.

I ta grupa ukazana jest na tle Rotterdamu.

Mój film to bardzo luźno prowadzona narracja o grupie ludzi, którzy włóczą się po mieście. Chodzą bez celu, szukają jakiejś taniej rozrywki, lub od czasu do czasu na krótki moment stają się elementem napotykanych w Rotterdamie rzeźb w przestrzeni publicznej… Lubię myśleć o tym projekcie jak o przemieszczającej się po mieście rzeźbie ludzkiej, jak o pozbawionym heroizmu pomniku dedykowanym pracownikom i w ogóle imigrantom w Holandii. Dlatego, że Rotterdam jest miastem robotniczym, które ma silną robotniczą tożsamość, identyfikację.

W filmie „Sobota” na pierwszy plan wysuwa się jednak problematyka społeczna, socjologiczna. Skąd u Pani, jako u artystki, takie zainteresowanie socjologią?

Dlaczego sztuka, jako odrębna dziedzina wiedzy, ma być odseparowana od rzeczywistości? Dlaczego nie może się nią zajmować?

Sztuka może być odpowiedzią na różne problemy społeczne?

Wydaje mi się, że sztuka jest takim sposobem na analizowanie i negocjowanie rzeczywistości. Ponieważ, tak jak już powiedziałam, interesuje mnie przestrzeń publiczna, interesuje mnie status imigranta, to mój projekt jest próbą analizowania sytuacji w Rotterdamie i próbą odpowiedzi na tą sytuację, zmiany jej.

Stąd też happening, który przeprowadziła Pani w Rotterdamie „Ceremonia na waszym balkonie”?

Pomysł na ten projekt zrodził się, kiedy przeprowadziłam się do Rotterdamu. Zarejestrowałam się w ratuszu miejskim i zaczęłam spacerować po Rotterdamie, oglądać to, w jaki sposób wyglądają tam ulice, targi i w ogóle przestrzeń publiczna, zaczęłam się przyglądać architekturze. Potem poszłam do archiwum miasta i zobaczyłam, że na balkonie Ratusza odbywa się bardzo dużo różnych uroczystości, np. kiedy przyjeżdża królowa, macha tam do mieszkańców z balkonu, albo jak Feyenoord (klub piłkarski z Rotterdamu), wygrywa puchar, potem prezentuje go tam kibicom. Przychodzą tłumy ludzi. Zastanawiałam się, w jaki sposób można by zaprosić ludzi, mieszkańców Rotterdamu, na taką ceremonię, która odbyłaby się na ich prywatnych balkonach i która byłaby takim gestem ustanowienia wspólnoty miejskiej. Te małe dzieci są symbolem nowo przybyłych mieszkańców. Taki gest prezentacji, chociaż może kojarzyć się nam z „Królem Lwem”, czyli gestem monarchy, który prezentuje światu nowo narodzonego następcę tronu. Jeżeli jednak ten gest zostanie wykonany przez wszystkich mieszkańców miasta o tej samej porze i godzinie z ich prywatnych balkonów, stanie się demokratyczny. Balkon jest także granicą pomiędzy sferą prywatną a publiczną. Moment, kiedy wychodzimy ze sfery prywatnej do sfery publicznej, to granica, kiedy zaczynamy mówić o wspólnocie.

Czy uważa się Pani za aktywistkę społeczną, za kogoś, kto może spowodować, że ludzie przestaną zachowywać się biernie, np. jak bohaterowie filmu „Sobota”?

Ja generalnie nie lubię myśleć o sztuce w takich kategoriach, że projekt musi dokonać jakiejś bezpośredniej zmiany konkretnej sytuacji. Myślę, że sztuka ma bardziej pośredni wpływ na zmianę rzeczywistości: problematyzuje ją. Natomiast nie lubię myśleć o sztuce w kategoriach jakiegoś aktywizmu, albo społecznictwa, wydaje mi się, że to prowadzi czasem do projektów, które są często bardzo płytkie.

Na wystawie pojawiają się również dwa krzesła, które „wyszły z ekranu”: widzimy je w filmie, a w sali projekcyjnej stoją między zwykłymi krzesłami.

Lubię myśleć o przestrzeni jak o czymś, co może być negocjowane, kształtowane. W galerii zastajemy taką właśnie sytuację: jest sala kinowa, wszystkie krzesła są takie same, a te dwa krzesła są takim elementem „z innej bajki”, elementem dodanym. Poza tym moje filmy nawiązują do starych filmów, ze starej szkoły, z lat 50., 60. albo 70., nakręcone są w czerni i bieli. Natomiast krzesła mówią nam o tym, że te problemy są tu i teraz, informują nas o tym, że chodzi tu o sytuację aktualną.

Dziękuję za rozmowę.

Weronika Harasymów.

Więcej o wystawie na: www.wkrakowie.pl/zobacz/mlode-artystki-w-mocak-u.html

artykuł z dn. 2011-09-21

Lokalizacja na mapie

pokaż dużą mapę dojście pieszo dojazd samochodem φ 50.0474317 λ 19.961454900000035
^ do góry

Reklamy i ogłoszenia publikowane na stronie wkrakowie.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. FRISCOM s.c. nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń publikowanych na stronie.