|
Warto odwiedzić: Ludzie
A
A
A
„Libera, Szczypiński, Turecki - trzy spojrzenia - wspólny dialog”
Przejdź do:
galerii zdjęć, tagów i powiązań
Niedawno w Otwartej Pracowni odbyła się wystawa trzech twórców: Waldemara Libery, Mateusza Szczypińskiego oraz Marcina Tureckiego. Każdy z nich porusza się w zupełnie innych obszarach sztuki. Trzej różni artyści, trzy różne spojrzenia...
Waldemar Libera tworzy głównie kolaże. Dla artysty podstawowym „podobraziem” stają się przedmioty niechciane, pozornie bezużyteczne, zapomniane. Libera przekształca je, nadaje im nową formę i tym samym podnosi je do rangi dzieła sztuki. Mateusz Szczypiński w swoim malarstwie nawiązuje twórczy dialog z mistrzami malarstwa, takimi jak Jan van Eyck czy Diego Velazquez. Znane dzieła zniekształca, dodając do nich elementy świata współczesnego. Marcin Turecki z kolei w swojej twórczości łączy różne techniki. Jego prace zawierają elementy instalacji, grafiki, rysunku, fotografii czy liternictwa. Tytuł Waszej ostatniej wystawy był nieco przewrotny. Co dla każdego z Was znaczy ów „New Look”? Marcin: Myślę, że zorganizowanie wspólnej wystawy to takie właśnie świeże spojrzenie. Każdy z nas miał konkretne treści do przekazania oraz pewne wyobrażenia dotyczące sposobu ekspozycji swoich prac. Konfrontacja z pomysłami kolegów odnośnie wspólnej wystawy wprowadziła zmiany w tych wyobrażeniach. Dzięki temu mogliśmy na świeżo i z innej perspektywy przyjrzeć się temu, co sami tworzymy. To nowe spojrzenie mogło powstawać tylko we wspólnym dialogu. Mateusz: Dla mnie „New Look” to odkrywanie na nowo przeszłości. Wydaje mi się, że w twórczości każdego z nas pojawia się element spoglądania wstecz i reinterpretowania tego, co tam widzimy. Waldemar: Każdy z nas reprezentuje siebie. Zdefiniowałbym to jako wspólne „metaplastyczne” doświadczenie. Czy to była pierwsza Wasza wspólna wystawa? Marcin: Tak, była to nasza pierwsza wspólna wystawa. Każdy z Was prezentuje zupełnie inny styl, począwszy od techniki, poprzez formę, po środki wyrazu. Skąd pomysł na wspólną wystawę? Marcin: Myślę, że w dużej mierze było to przedsięwzięcie towarzyskie. Znamy się, studiowaliśmy wspólnie historię sztuki. Może nawet początkowo połączenie wydawało się trudne, bo przecież każdy z nas używa innych środków wyrazu, ale wydaje mi się, że takie właśnie zderzenie dało bardzo ciekawy efekt. Marcin, korzystasz z bardzo niekonwencjonalnych technik malarskich i graficznych. Twoje prace są z pogranicza instalacji, rysunku i fotografii. Bardzo istotnym elementem Twoich dzieł jest tekst - nie tylko ze względu na treść, ale również estetykę druku oraz typografię... Marcin: Jeśli chodzi o tekst, to przede wszystkim wynika to z mojego zainteresowania literaturą, prozą, liternictwem. Słowo pisane towarzyszy naszemu życiu od najmłodszych lat, to niemal codzienne obcowanie z literą stało się ważnym elementem moich prac. Jeżeli jakaś treść jest dla mnie szczególnie ważna, to znajduje odzwierciedlenie w moich pracach. Ponadto ważna jest dla mnie fotografia, która już od dłuższego czasu mnie fascynowała. Od dziecka intrygował mnie proces powstawania zdjęć, był dla mnie magią. Później, będąc fotografem-amatorem, stworzyłem własne studio fotograficzne, gdzie zająłem się wywoływaniem zdjęć tradycyjną metodą. Te doświadczenia przełożyły się na moje późniejsze zainteresowanie tą dziedziną sztuki. Znalazło to również odbicie w moich obecnych działaniach, które nawiązują do procesu powstawania zdjęć, gdzie obrazy pojawiają się i znikają w przeźroczystym roztworze. Mateusz, w niektórych swoich pracach wyraźnie nawiązujesz do znanych artystów: Jana van Eycka czy Diego Velazqueza. Obrazy mistrzów zniekształcasz, uzupełniasz o współczesne przedmioty... Mateusz: W pracach tych fascynuje mnie sposób, w jaki uzyskują one swoje drugie życie. To nie tylko konkretne dzieła malarskie, którym możemy podporządkować konkretne treści i znaczenia, ale pewne ikony kultury, które funkcjonują w świadomości zbiorowej. Niektóre obrazy są w nas zakodowane - staram się to wykorzystać. Czasem przetwarzam obrazy, innym razem tylko je sugeruję poprzez jakiś fragment, motyw, zarys formy. Zdarza się, że nie odwołuję się do obrazu bezpośrednio, a jedynie wychodzę od pewnej poetyki, atmosfery dzieła. Te ingerencje, działania, powodują zmianę ich odbioru, wzmagają uczucie niepokoju, pewnej „nieoczywistości”, pozwalają też odkrywać je na nowo, czy też wyjść poza jakiś schemat odbioru. Czasem taki obraz jest dla mnie punktem wyjścia w procesie malowania, szkieletem na którym buduję nową całość. Innym razem jest tylko cytatem, czy delikatną sugestią. Waldemar, tworzysz głównie kolaże. Twoimi podstawowymi materiałami są często przedmioty niechciane, zniszczone. W swoich pracach nadajesz im nowe życie, tym samym podnosisz je do rangi działa sztuki. Skąd pomysł na takie „podobrazie”? Waldemar: To jest gdzieś we mnie, odkąd pamiętam sięgałem po takie właśnie przedmioty, są dla mnie jakby „drugą skórą”. Nie bez znaczenia jest również fakt, iż posiadacie wykształcenie artystyczne, jak również jesteście historykami sztuki. Jaki to ma wpływ na Waszą twórczość? Marcin: Czasem to jest jak ogień i woda. Będąc zarówno artystą jak i historykiem sztuki, na pewne rzeczy patrzy się z dwóch biegunów. Z jednej strony coś się tworzy, kreuje, a z drugiej strony trzeba to jakoś zdefiniować. Czasami bywa to trudne. Choć na pewno niewątpliwym plusem jest nieco szersze spojrzenie na sztukę oraz możliwość poznawania jej z dwóch różnych perspektyw. Mateusz: Dla mnie to przede wszystkim większa świadomość sfery, w której się poruszam. Trudno w tym miejscu formułować stwierdzenia, które podejście jest lepsze - historyka sztuki czy artysty. Mnie samemu przeszkadzało w historii sztuki podejście analityczne, rozkładanie sztuki na elementy pierwsze, porównywanie wszystkiego ze sobą. Gdzieś w tym wszystkim można zgubić radość obcowania z dziełem, czy bardziej intuicyjne podejście do niego. Zatem czujesz się bardziej artystą, niż historykiem sztuki? Mateusz: Tak, artystą, choć to dość „duże” słowo, także pewna klisza funkcjonująca w naszej świadomości, może więc po prostu - malarzem. Waldemar: Dla mnie te dwie sfery łączą się, są mną. Nasuwa mi się takie skojarzenie z przysłowiem buddyjskim, w którym mniej więcej chodziło o to, że człowiek powinien przede wszystkim czuć. Kiedy coś oglądamy, powinniśmy być jak dziecko, które wchodzi do świątyni i zwiedzając jej wnętrza, robi to w sposób chaotyczny, nieświadomy, intuicyjny, przyglądając się temu, co go zaintrygowało. Podobnie jest ze sztuką, najlepiej jest odczuwać bez bagażu porównań czy analiz. Czy planujecie kolejne wystawy? Mateusz: Aktualnie moje prace prezentowane są w galerii Lokal_30 w Warszawie na indywidualnej wystawie pt. „Czy umiesz się golić?”, organizowanej w ramach wspólnej inicjatywy stołecznych galerii pod nazwą „Gdzie jest sztuka?”. Marcin: Na pewno, kiedy uda mi się sfinalizować nowy projekt, chciałbym zrobić dużą instalację - akwarium napełnione wodą, w którym pływałyby papierowe statki wykonane ze stron wyrwanych z książki Grahama Swifta.
artykuł z dn. 2011-10-13
|
Reklamy i ogłoszenia publikowane na stronie wkrakowie.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. FRISCOM s.c. nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń publikowanych na stronie.