Magiczny świat tańca

Przejdź do: tagów i powiązań

Wywiad z Rozalią Walochą, twórczynią Studia Tańca „Sihir” i mistrzynią Polski Belly Dance. Mimo pełnowymiarowej pracy i studiów, ciągle osiąga liczne sukcesy na polu tańca, dzieląc się wiedzą ze swoimi uczniami.

Wywiad z Rozalią Walochą, twórczynią Studia Tańca „Sihir” i mistrzynią Polski Belly Dance


Joanna Jałowiec
: W Twoim tanecznym portfolio znalazłam tańce standardowe i latynoamerykańskie, funky, tango argentyńskie, spontaniczne tańce cygańskie, kubańskie rytmy, a nawet rock and roll. Jak to się stało, że zaczęłaś tańczyć?

Rozalia Walocha: Miałam wtedy 4 latka. Byłam okrągłą, żywą kulką, z którą trzeba było coś zrobić, bo energia mnie roznosiła. Dziekanem mamy był Artur Wieczysty i zawsze podobał jej się taniec, dlatego zaprowadziła mnie do osiedlowego Domu Harcerza i tam zakochałam się w tańcu towarzyskim - bo to od niego się wszystko zaczęło.

Tańca brzucha uczyłaś się w Dubaju, od rodowitych Arabek. Co Cię w nim oczarowało? Czy od razu pomyślałaś „to jest to” i chciałaś rozwijać się swoje umiejętności w tym kierunku?

- Mam rodzinkę w Dubaju i byłam u nich na wakacjach ponad 3 miesiące. Latem jest tam tak gorąco, że niewiele można robić. Wtedy moja kuzynka wysłała mnie na lekcje prywatne u Arabek. Już wtedy byłam tancerką, więc zajęcia z tańca mi się podobały. Jednak po powrocie do Polski uznałam, że taniec brzucha to obciach i nie chciałam nikomu pokazać czego się nauczyłam. W miarę upływu czasu taniec orientalny interesował mnie jednak coraz bardziej. W pełni wciągnął mnie 3 lata temu, kiedy wystartowałam w pierwszym orientalnym turnieju. W tańcu towarzyskim zawsze lubiłam sportową rywalizację. Konkursowy belly dance daje tancerce możliwość pokazania supertechniki, świadomości swojego ciała i okazję do tańca na wielkich scenach, dla dużej publiczności. Radosne, pełne podziwu spojrzenie widzów jest uczuciem, które uwielbiam. Taniec brzucha jest wyjątkowy, bo daje kobietom możliwość poczucia się piękną.

Od ilu lat pracujesz jako instruktorka tańca brzucha? Jak to się zaczęło?

- Pracuję już piąty rok. Zaczęło się od krakowskiego Ananday.(szkoła tańca – przyp. red.) Mój przyjaciel szukał za siebie zastępstwa na zajęcia z tańca towarzyskiego, gdy przyszłam, właścicielka szkoły pilnie potrzebowała instruktora belly dance. Dwa dni później prowadziłam pierwsze zajęcia. Parę dziewczyn z tamtej pierwszej grupy dalej się u mnie uczy.


Jesteś lubianą  i cenioną instruktorką. Jak, jako młoda osoba, radziłaś sobie z prowadzeniem zajęć, tłumaczeniem techniki, byciem „pedagogiem”?

- Będąc tancerką ciężko jest sobie wyobrazić siebie jako trenera. Zawsze chciałam być  choreografem, ale nie myślałam, że uczenie innych może dać tyle radości. Prowadząc zajęcia obserwujesz przemianę każdej jednostki, przełamywanie barier, rozluźnianie stresów. To jest super. Wydaje  mi się, że i uczeń, i instruktor w trakcie trwania zajęć powinni wchodzić w inny świat, odrywać się od rzeczywistości, a nie myśleć o problemach świata realnego, który czeka za drzwiami sali. Staram się właśnie tak odrywać od problemów moich uczniów, i to może jest ten „pedagogiczny” sposób. Przez naście lat nauki tańca miałam wielu trenerów. Ludzie są  różni i sposoby są różne. Ciągle staram się  eliminować w moim zachowaniu to, co drażniło mnie u trenerów, a korzystać z tricków, które u nich były skuteczne. Teraz, gdy mam swój styl uczenia, w sytuacji podbramkowej radzę się mojego trenera Andrzeja Gąsiorowskiego. Co dwie głowy, to nie jedna.


Blisko dwa lata temu postanowiłaś założyć własną szkołę tańca. Miałaś fachowy biznesplan czy była to raczej spontaniczna decyzja?

- O własnej szkole tańca marzyłam od zawsze. To marzenia chyba większości tancerzy. Rodzice myśleli już od dawna, jak wyremontować  piwnicę... jednak się „nie składało”. W czerwcu ubiegłego roku podjęliśmy z rodzicami bardzo spontaniczną decyzję, że za odłożone pieniążki remontujemy piwnicę. Nie było biznesplanu, tylko rodzinny team i pomoc przyjaciół. To były pracowite, ale wspaniałe wakacje.

Jak wyglądały przygotowania do otwarcia szkoły? Skąd wybór nazwy i co ona oznacza?

- Przygotowania trwały zaledwie 2 miesiące. Wszyscy naprawdę się uwijali. Mama jest scenografem, więc również ona mogła poszaleć przy pracy nad wystrojem studia. Sihir po turecku i w paru innych orientalnych językach to magia. Dla mnie taniec zawsze był magią. Sihir oznacza również porę dnia - brzask, gdy niebo jest intensywnie granatowe i właśnie to według legendy powoduje magiczną moc.


Dziś na kursy przychodzi kilkadziesiąt dziewczyn, a Studio Tańca „Sihir” wciąż się  rozwija. Co jest Twoim zdaniem receptą na sukces w tej branży?

- Domowa atmosfera, zainteresowanie każdym z osobna, a nie hurtowe, i przede wszystkim pasja. Uważam, że jeżeli komuś praca nie sprawia przyjemności, to nie osiągnie w niej sukcesu.

Ponad rok temu mówiłaś o planach na przyszłość: zorganizować letni obóz taneczny i wieczór orientalny z pokazami tancerek z Krakowa i nie tylko. Udało się w stu procentach. Co jeszcze chciałabyś zrobić w związku z „Sihirem”?

- Bardzo mnie cieszy, że to wszystko się udaje, pomagają mi w tym bliscy. Sama bym nie dała rady. W tym roku chciałabym, żeby Sihir obronił tytuł Mistrza Polski w formacjach i sama chciałabym obronić tytuł Mistrza Polski w solistkach. Przed nami w lutym „Spotkanie z Sihirem”, czyli wieczór taneczny pełen pokazów naszych uczniów oraz tancerek z całej Polski. Każdego dnia rodzą się nowe pomysły. Po cichu marzę sobie o ogrzewaniu podłogowym.


Studiujesz, startujesz z sukcesami w zawodach tańca brzucha, prowadzisz szkołę. Jak udaje Ci się to wszystko pogodzić, czy nie zazdrościsz rówieśnikom tego, że mają dużo wolnego czasu i prowadzą beztroskie studenckie życie?

- Rzeczywiście moje życie toczy się bardzo szybko, ale w każdej dziedzinie tego, co robię spotykam się z ludźmi. Dzięki temu każdy obowiązek jest równocześnie przyjemnością. Około 4 dni w miesiącu mam na całkowitym luzie. Wtedy kawa wypita na Kazimierzu wystarcza mi jako akcent beztroskiego życia.


Z czego jesteś  najbardziej dumna w związku z prowadzeniem Studia Tańca „Sihir”?

- Oczywiście jestem bardzo dumna z wyników sportowych moich tancerzy oraz poziomu ich tańca, ale największą radość daje mi fakt, że w maleńkim studio tworzy się ciepła, wręcz rodzinna atmosfera. Ludzie, którzy mówią, że czują się tu dobrze, nakręcają mnie do następnych stu tysięcy pomysłów i tanecznych wydarzeń. Uczą się u nas osoby w różnym wieku. Dzieciaki co tydzień nam mówią, że nas kochają, panie z grupy 40+ opowiadają, że poprawia im się ciśnienie i to ich hobby, dziewczyny z sekcji sportowej realizują swoje marzenia o pięknych strojach, wielkich scenach i byciu mistrzem. Fajnie nam się żyje w sihirowym gronie. Zdecydowanie jestem z tego nieskromnie dumna!

Dziękuję za rozmowę.
Joanna Jałowiec

Rozalia Walocha studiuje Choreografię i Techniki Tańca na Akademii Muzycznej w Łodzi. W grudniu startowała na Mistrzostwach Europy w tańcu brzucha w Mińsku zajmując 10 miejsce. Studio Tańca „Sihir”, które prowadzi, to kameralna szkoła oferująca m.in. zajęcia z tańca brzucha, baletu i bollywood.

artykuł z dn. 2010-02-18

Reklamy i ogłoszenia publikowane na stronie wkrakowie.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. FRISCOM s.c. nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń publikowanych na stronie.