Sculpt Couture Haliny Mrożek

Sculpt Couture to termin, który stworzyła sama artystka. Powstał z połączenia angielskiego słowa „sculpt” - rzeźbienie i drugiego członu francuskiego wyrażenia „haute couture”, określającego ubrania szyte na miarę. Projekty Haliny Mrożek to pogranicze między sztuką a modą, między rzeźbą a ubiorem. Do końca października trwa wystawa prac artystki w MOCAK-u.

Jest Pani absolwentką krakowskiej ASP na Wydziale Rzeźby, ale tworzy Pani na pograniczu rzeźby i mody. Skąd zainteresowanie modą, skąd pomysł, aby łączyć sztukę z modą?

Moda jest dla mnie nowoczesną formą rzeźby. Sculpt Couture to suma moich największych fascynacji. Jest wypadkową wielu doświadczeń z różnych dziedzin ekspresji artystycznej. Moda, jako kobiecie, jest mi naturalnie bliska. Rzeźba z kolei to zamiłowanie do tworzenia form przestrzennych, doświadczania przeróżnych materii, tworzyw, technik. Jestem obserwatorem, lubię obserwować tłum. Ciekawi mnie proces kreowania wizerunku. Moje realizacje to rzeźbiarska opowieść o próbie zdefiniowania się jednostki w społeczeństwie. Nic tak nie doskwiera współczesnemu człowiekowi jak anonimowość.

Na ile, według Pani, można kreować samego siebie za pomocą wizerunku, ubioru, mody?

Ubiór to narzędzie. Pozwala nam przeistoczyć się, błyszczeć, czarować lub pozostać niewidocznym, jeżeli nie mamy ochoty na kontakty. Wszystko zależy od nastroju, sytuacji, stanu ducha. Czasami strój jest nam narzucony, np. w pracy, szkole... Plasuje nas na drabinie hierarchii społecznej, przypisuje określone funkcje, przywileje, dostosowuje nas. Odzienie jest maską. Maską, którą sami kreujemy i sami przywdziewamy. Wszyscy jesteśmy twórcami masek. Nawet, jeżeli ktoś uważa, że nie dba o swój wygląd, to jednak ubierając się, podejmuje pewne, konkretne decyzje.

Gdzie dostrzega Pani granicę między modą a sztuką, kiedy ubiór przestaje być tylko ubiorem, a staje się rzeźbą, dziełem sztuki?

Samo pojęcie mody jest bardzo szerokie. Od „chińskich” produkcji na masową skalę po wyjątkowe, niepowtarzalne kreacje wielkich projektantów. Moda potraktowana jako dzieło sztuki pojawiła się w galeriach dość niedawno. W Polsce to pierwsza inicjatywa tego typu [wystawa w MOCAK-u]. Wydaje mi się, że granica, o którą Pani pyta, to moment kreacji, w którym odzienie traci swoją użytkowość, przestaje spełniać tylko funkcje ochronne, na rzecz wyrazu, ekspresji, „rozbuchanej” formy, która bardziej przypomina rzeźbę, instalację niż strój. Nie wszystko, co dzieje się w modzie jest sztuką, jednak nie należy zapominać, że istnieją w tej dziedzinie przełomowe realizacje, które jak najbardziej zasługują na miano dzieła.

Moda podlega pewnym trendom, czy uważa Pani, że sztuka też podlega trendom?

Oczywiście, że tak. Wszystko podlega jakimś ogólnospołecznym fascynacjom, modom, wydarzeniom, trendom. Moda, sztuka, muzyka czy jakakolwiek inna forma ekspresji, jest reakcją na rzeczywistość, w jakiej się znajdujemy. Żyjemy w takich a nie innych czasach, kraju, środowisku i reagujemy na to, co nas bezpośrednio dotyczy, strojem, tym jak organizujemy sobie swoje otoczenie, jak się zachowujemy.

Pani projekty to różnorodność materiałów i struktur. Jak te prace zachowują się na modelkach? Czy „ożywają”, nabierają nowego wymiaru?

Sculpt Couture to moja indywidualna forma ekspresji. To inny sposób myślenia o dziele sztuki, nie tylko jak o galeryjnym obiekcie, przypisanym określonej przestrzeni. Moje projekty powstają z myślą o człowieku, o jego ciele. Wychodzą z nim na zewnątrz, dopasowują się do niego, kopiują każdy ruch, jednym słowem ożywają. Świetnie sprawdzają się na scenie, przed kamerą czy obiektywem. Były zresztą wykorzystywane w telewizji, w różnych sesjach zdjęciowych. Na wystawie w MOCAK'u prezentuję videoart, gdzie można zobaczyć je na aktorach.

W czasie wernisażu można było zobaczyć pani prace na modelkach.

Tak, był to dla mnie bardzo ważny element wystawy. Zależało mi na przedstawieniu pełnego spektrum Sculpt Couture. Nie tylko obiektów na wystawie, ale też obiektów, które wychodzą poza galerię, ożywają. Chciałam uzmysłowić widzom, że w tych realizacjach da się chodzić, poruszać. Że człowiek ubrany w „sztukę” wygląda zjawiskowo i tak też się czuje. Uwielbiam obserwować reakcje, zachowania modeli po nałożeniu moich strojów. Zmienia się wyraz twarzy, sposób poruszania. Jedni czują się świetnie, pięknie, wyjątkowo, inni nabierają dystansu, czują dyskomfort, niezadowolenie. Takie same mechanizmy obserwuję na ulicy. Od razu wyczuwam, kto jest ubrany, kto wystrojony, a kto przebrany. Udaje kogoś, kim nie jest, ciągle się poprawia, „krzywo” chodzi, nerwowo przegląda się w witrynach, coś mu nie pasuje, jest poddenerwowany.

Czy moda w inny sposób funkcjonuje w galerii sztuki, niż na wybiegu? Nabiera innego znaczenia, może być inaczej odbierana?

Z pewnością tak jest. Otoczenie, w jakim odnajdujemy dzieło nie jest bez znaczenia, dlaczego więc z modą miałoby być inaczej? Nie zapominajmy jednak, że do muzeów trafiają wyjątkowe jednostki z tej dziedziny. Moje projekty świetnie odnajdują się w przestrzeni galeryjnej [w MOCAK-u]. Takie umiejscowienie wymusza na odbiorcy inne potraktowanie odzienia – jako ekspresji artystycznej. Przy doborze stroju kierujemy się kolorem, kompozycją, fakturą tworząc nieraz przedziwne formy. To złożony proces, w którym każdy bierze udział, wielu z nas nieświadomie. Zwracam uwagę na to, jak istotny w naszym świecie stał się wizerunek zewnętrzny, jak wielką ma siłę, jak szybko poddajemy się jego sugestiom, jak łatwo dajemy się zmanipulować.

Pani projekty bardzo różnią się między sobą: z jednej strony są to bardzo naturalne materiały, takie jak len, a z drugiej są to całkowicie sztuczne tworzywa. Jedne są delikatne, białe, inne ostre, czarne, nawet agresywne. Skąd ta różnorodność pod względem doboru materiałów i formy?

Na wystawie prezentuję zbiór realizacji, które powstały w ciągu ostatnich trzech lat. To naturalne, że są zróżnicowane. Rysuje się tu wyraźna linia rozwojowa, linia poszukiwań pośród różnych materiałów, struktur, form czy stanów, emocji. Starałam się zaprezentować możliwie najciekawszy zespół prac, pokazujący szerokie spektrum możliwości twórczych, czy fascynacji oscylujących wokół zagadnień związanych z rzeźbą, modą i kreowaniem wizerunku. Każdy z projektów jest bardzo indywidualny. Dobór tworzyw zależy przede wszystkim od efektu, jaki chciałam osiągnąć. Dzięki doświadczeniu na Wydziale Rzeźby kwestie materiałowe nie są dla mnie problemem.

A różnorodność formy?

To niejednolitość świata, który mnie otacza. Staram się uchwycić namacalną formę mentalnego obrazu. Kreuję odzienia metaforyczne. Inspirują mnie napotkane „kreacje”, bardzo istotna jest ich różnorodność, to ona pobudza najbardziej. Jesteśmy wzrokowcami, zatem pierwsze wrażenie  to pierwszy komunikat, który często rzutuje na nasze dalsze relacje. Rozmaite formy, to spectrum osobowości, stanów, charakterów. Nie przedstawiam konkretnych osób, nie definiuję płci, skupiam się przede wszystkim na komunikatach, jakie niosą ze sobą walory estetyczne wykreowanego odzienia.

Czy za pomocą fotografii w jeszcze inny sposób kreuje Pani swoje projekty?

Sesje zdjęciowe oraz zaprezentowany wideoart to efekt współpracy z wieloma osobami. Dzięki nim nabieram dystansu do swoich prac. Odkrywam je na nowo. Każdy fotograf, stylista odbiera te projekty inaczej, widzi je w innej scenerii, z innym modelem. Mimo że nie zawsze zgadzam się z ich odmienną wizją, to zawsze jest świetne doświadczenie. Zdarza się, że dojście do porozumienia twórczego zajmuje wiele czasu, najważniejszy jest efekt, on musi zadowalać nas wszystkich. Bardzo zależało mi na pokazaniu fotografii oraz filmu, dzięki nim widz może doświadczyć tego, jak moje projekty odnajdują się w rzeczywistości poza galerią oraz bezpośrednio na modelu.

Jakie są Pani najbliższe plany?

Od trzech lat Sculpt Couture zajmuje mnie całkowicie, nie wyobrażam sobie działać na innej płaszczyźnie. Im bardziej doświadczam mody w kontekście rzeźby, tym bardziej mnie one fascynują, tym bardziej chcę je eksplorować, a tym samym rozwijać siebie, poszerzać swoje pole widzenia. Mam w planie zmierzyć się z prêt-à-porter, ale widzianym na mój sposób, nie porzucając tym samym rzeźbiarskich realizacji. Nie potrafimy się nie ubierać, ubieranie to sztuka, czemu więc nie mielibyśmy odziewać się w sztukę. Zatem zapraszam serdecznie do zobaczenia wystawy w MOCAK-u oraz śledzenia mojej twórczości.

Dziękuję za rozmowę.

Weronika Harasymów.

Więcej o wystawie na: www.wkrakowie.pl/zobacz/mlode-artystki-w-mocak-u.html

artykuł z dn. 2011-09-15

Lokalizacja na mapie

pokaż dużą mapę dojście pieszo dojazd samochodem φ 50.0474317 λ 19.961454900000035
^ do góry

Reklamy i ogłoszenia publikowane na stronie wkrakowie.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. FRISCOM s.c. nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń publikowanych na stronie.