Wszystkie strony książki

Książka w kształcie trójkąta, książka, której luźne kartki wysypują się z pudełka, poemat schowany w butelce. W Krakowie działa jedyna w kraju i unikalna na skalę europejska czytelnia liberatury.

W świat lektur, dla których ważne jest nie tylko słowo pisane, ale też forma, można się zaszyć na poddaszu Małopolskiego Instytutu Kultury.

Czym jest liberatura? Sam termin pojawił się dziesięć lat temu. Zenon Fajfer na łamach „Dekady Literackiej” opublikował wówczas esej-manifest, w którym domagał się zrewidowania podstawowych pojęć związanych z materią książki.

Liberatura (z łacińskiego liber – „książka”, „wolny”) oznacza projekt książki na wolności, dla której istotny staje się zarówno przekaz, jak i warstwa wizualna, aspekt typograficzny. Wymaga to od autora nie tylko stworzenia pewnej treści, ale też znalezienia indywidualnej formy. Odrzucenia konwencji, w której tkwimy od początków piśmiennictwa. Bo czy jedynym możliwym sposobem zapisywania myśli jest zostawianie czarnych znaków na białej kartce papieru? Choć samo pojęcie ma stosunkowo niedługą tradycję, od dawna istnieli autorzy, którzy starali się oddziaływać na wyobraźnię czytelników poprzez strukturę przestrzenną, czy choćby tworzenie tekstowych obrazów – jak w przypadku Georga Herberta, żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku angielskiego poety metafizycznego, który pozostawił po sobie cykl Skrzydła ołtarza. Każdy wiersz odtwarza wizualnie jeden z elementów świątyni. Przykłady wizjonerów, autorów ksiąg liberackich można by mnożyć: Stéphane Mallarmé, William Blake, czy James Joyce z Finnegans Wake określanym jako swoista Wieża Babel, zważywszy na fakt, że autor wykorzystał w niej materię kilkunastu języków.

Lektura na 190 milionów lat

Co można znaleźć w czytelni liberatury?
Sięgam po tom Raymonda Queneau – Sto tysięcy miliardów wierszy. Twarda tekturowa okładka nie zapowiada tego, co znajduje się w środku. Dziesięć utworów w nienagannej formie sonetów. Na tym kończą się jednak nasze przyzwyczajenia. Każda kartka pocięta jest bowiem na paski – wersy, które można dowolnie odginać, zestawiać i czytać. W ten sposób tomik Queneau staje się machiną do fabrykacji wierszy. Jak zaznacza we wstępie sam autor, taka konstrukcja zapewnia lekturę na blisko dwieście milionów lat! Tych, którym trudno uwierzyć, być może przekonają skrupulatne wyliczenia: „Licząc 45 sekund na jeden sonet, 15 na zmianę pasków, a lekturę na osiem godzin dziennie i 200 dni w roku, otrzymuje się ponad milion wieków czytania, natomiast przy poświęceniu jej całej doby i 365 dni w roku – 190 258 751 lat (pominąwszy lata przestępne i inne drobiazgi) plus parę godzin i kwadrans”.

Skąd pomysł? Choć mogłoby się wydawać, że autorowi blisko do eksperymentów surrealistów, inspiracją stała się dla niego książeczka-zabawka dla dzieci, w której można było konstruować postać z różnych części ciała. 

Kamień, folia, pudełko


Na jednej z półek znajduję pudełko – w środku butelka ze zwiniętym w rulon kawałkiem folii.  To Spoglądając przez ozonową dziurę Zenona Fajfera. Na opakowaniu przedrukowano jako komentarz fragment recenzji zamieszczonej w „Gazecie Wyborczej” : „Jeśli pusta butelka jest książką, to o czytelnictwo w narodzie nie trzeba się martwić”.
Jest także inne pudełko – tym razem od zapałek, a w nim zapisany ślad myśli japońskiego autora.

Mój wzrok przyciąga także „Pink Noise” (Różowy Szum) dwujęzyczny chińsko-angielski tomik poetki Hsia Yü. Co w nim wyjątkowego? Zamiast papieru jest folia. To z niej zrobione są kartki, które składają się na tę transparentną publikację.  

Jak wyglądałoby czytelnictwo w narodzie, gdyby obok książek-butelek księgarniane półki uginały się pod ciężarem białych, zupełnie białych książek? To nie utopia, bo również taką formę wybierają autorzy liberatury. Dowód? „Light Poem” Emmetta Williamsa – wydana na kremowym grubym papierze – pozornie czyste strony, na których wytłoczono litery.
Jak przekonuje Zenon Fajfer, liberat pisze także światłem, które w terminologii tego gatunku oznacza białe plamy. „Pustka i cisza też jest do czytania” – miejsca czyste na kartach książki są równie ważne jak słowa wpisane w tekst – mówi Fajfer.

Przestrzenie liberatury

W zbiorach Małopolskiego Instytutu Kultury są także pozycje, które nie tylko mają wpisaną w siebie przestrzeń, ale także wymagają przestrzeni. Książki zwijane i rozwijane w aleje i ulice wyrazów, do przeczytania których potrzeba nie tylko czasu, ale też prozaicznie - podłogi. Po otwarciu zajmują niemal całą powierzchnię czytelni.

Wśród bibliofilskich wydań wzrok przyciąga także „Świątynia kamienia” Andrzeja Bednarczyka. Książka z kamienną okładką, której kartki zgodnie z zamysłem autora mają na środku wycięty otwór. Dzięki temu tytułowy kamień znajduje się w centrum. Piękna pod względem wizualnym forma publikacji doskonale koresponduje z treścią – spełniając postulat liberatury, zgodnie z którymi materialna i duchowa strona książki powinny się wzajemnie dopełniać.

Czy obcując na co dzień z linearnie zapisanymi historiami nie czujemy czasem znużenia, skoro cały świat wokół nas daleki jest od tworzenia spójnych narracji. Czy nasza lektura musi zawsze przebiegać według sprawdzonego od wieków schematu? Czy moglibyśmy zagłębiać się w świecie wykreowanym przez pisarza, czytając od końca, patrząc przez dziurkę w kartce, odczytując sensy zawarte w białych plamach gdzieniegdzie przetykanych tekstem?

Jak przekonywał dziesięć lat temu w swoim manifeście Fajfer, tylko liberatura może nas ocalić. Może także ocalić samą literaturę – rozbudzić i uwolnić wyobraźnię autorów od ciężaru przyzwyczajeń i konwencji. O tym, że miał rację, świadczy już choćby wpisanie stworzonego przez niego terminu do kanonu teorii literatury, a także fakt, że istnieją wydawnictwa (Ha!art), które na przekór uwarunkowaniom finansowym wydają tego rodzaju książki i czytelnicy, dla których smakowanie, odkrywanie za każdym razem na nowo przyjemności z obcowania z tekstem stanowi wartość bezcenną.

Anna Berestecka
Fot. dzięki uprzejmości Zenona Fajfera

Książki, które znajdują się w czytelni można także oglądać na stronie www.liberatura.pl, na której zamieszczono filmiki obrazujące formę publikacji.

artykuł z dn. 2010-02-23

Reklamy i ogłoszenia publikowane na stronie wkrakowie.pl nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. FRISCOM s.c. nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń publikowanych na stronie.